
admin, 04.04.2008
Warszawiak w mniejszym mieście
Tak się składa, że urodziłem się w Białymstoku, tutaj zdałem egzamin na prawo jazdy i głównie tutaj poruszam się po drogach. Jazda samochodem w Białymstoku jest tragiczna z kilku względów.
Po pierwsze, wszechobecne dziury. Niektóre ulice nie były remontowane od wielu lat. Fama niesie, że w niektórych bajorach powstałych w zagłębieniach w jezdni wędkarze łowią ryby.
Po drugie, ulice są wąskie. W głównej mierze dlatego, że drogowcy zamiast je poszerzać, postanawiają upchnąć na tej samej przestrzeni więcej pasów ruchu. W końcu, im więcej tym lepiej. A to że jest ciasno niech martwi kierowców.
Po trzecie, brak jest pasów do skrętu, co często powoduje sytuację, gdzie cała kawalkada samochodów musi stać, ponieważ ktoś hen tam daleko na przedzie akurat skręca.
Technika jazdy w takich warunkach jest tylko jedna. Powoli do przodu i bez wygłupów, bo to i tak nie ma sensu. I tak robią wszyscy kierowcy oprócz tych z… Warszawy *. Kierowcy warszawscy są inni.
- Warszawiak jedzie średnio o 30-40 km/h szybciej niż kierowca miejscowy.
- Warszawiak poucza innych kierowców jak należy jeździć. Ulubionym narzędziem wykorzystywanym w tym celu są światła długie oraz odległość od zderzaka poprzedzającego pojazdu wynosząca max 1 m.
Piszę o tym nie dlatego, że jestem kapelusznikiem lubującym się w wolnej jeździe lewym pasem na trzypasmowej obwodnicy. Powodem nie jest również moja niechęć do Warszawy i jej mieszkańców, których prywatnie bardzo lubię i cenię.
Piszę to z prozaicznego powodu, który jedni nazywają dostosowaniem prędkości do warunków na drodze, a inni po prostu szybkością bezpieczną.
Drodzy Warszawiacy,
drogi w różnych miastach Polski są różne. To, że w Waszym mieście jeździ się ze średnią prędkością wynoszącą ok. 90 km/h nie oznacza, że z taką samą prędkością jeździ się w całej Polsce. To, że w danym mieście jeździ się wolno nie wynika z faktu, że mieszkańców tego regionu nie stać na superszybkie wozy, lub też nie potrafią oni szybko jeździć. Wynika to po prostu z warunków panujących na drogach w danej mieścinie.P.S. Pouczanie innych kierowców jak powinni jeździć w ich własnym mieście jest, delikatnie mówiąc, nie na miejscu.
* Oczywiście warszawiak jest tutaj postacią przysłowiową - niemal mityczną - i można go zastąpić poznaniakiem, krakowianinem, lub jakimkolwiek innym kierowcą pochodzącym z dużego miasta.. Powód, dla którego wybrałem akurat mieszkańca Warszawy jest taki, że faktycznie to kierowcy warszawscy brylują w szybkiej i cwaniackiej jeździe w moim mieście. Wynika to w głównej mierze z faktu, że Warszawa leży najbliżej Białegostoku w porównaniu z innymi dużymi miastami Polski.
A Ty co o tym myślisz? Wyraź się w komentarzach!
8 komentarzy do “Warszawiak w mniejszym mieście”
Komentuj
Strona w trakcie reorganizacji. Komentowanie chwilowo zamknięte.


1
To prawda! Mieszkam od urodzenia w Warszawie. Właśnie teraz uczę się jeździć (zaliczam kurs na prawo jazdy). Ludzie w Warszawie pchają się zawsze na upartego. Szukają miejsca gdzie popadnie i rzadko kiedy jadą z odpowiednią prędkością. Przeskakiwanie na czerwonym i jazda slalomem to w Warszawie norma!
2
W Łodzi jest podobnie. Zwłaszcza kiedy jest ciasno na pasie do lewo-skrętu i ludzie lubią się wpychać przed kolejkę z pasa jadącego do przodu.. Kocham takie sytuacje.. A co do “Warszawiaka”, to mój kolega mieszka od urodzenia w Łodzi, ale pa Peugeota 407 na warszawskich numerach. Nie raz jeżdżąc z nim po łódzkich drogach spotkałem się z miną kierowców mówiącą “pier****na Warszawka” ;]
3
Ja bym jeszcze dodał jedem aspekt: “Kierowcy z dużych miast poruszający się w górach”.
Otóż w czasie ferii głównie województwa Mazowieckiego (ale oczywiście było też kupę innych rejestracji jak PO, EL, GD itp. czyli generalnie z dużych płaskich miast) wiele razy jeździłem przez Szczyrk, Salmopol, Wisłę, Kubalonkę, Istebną, Koniaków itp. górskie trasy no i niestety spotkałem się z przytłaczającą większością (sorki za słowo) debili stosującą taką oto metodę jazdy: na zakrętach powoli (no bo umiejętności brak), na prostej również powoli bo śnieg i lód dopóki nie brałem się do wyprzedznia (włączałem kierunkowskaz i wjeżdżałem na lewą stronę drogi) to wtedy oni od razu pełny gaz żeby mnie zablokować!!! Nie wiem jak wielkie siano trzeba mieć w głowie żeby tak robić????????? Widać tutaj przyzwyczajenie walki samochodowej spotykanej w dużych miastach a w/g mnie przynajmniej z 4 powodów takie zagrania kompletnie nie mają sensu:
1. większość lokalesów na codzień jeżdżących po tych drogach potrafi lepiej jeździć w górach a zwłaszcza w trudnych warunkach niż jakiś “mieszczuch”.
2. większość lokalesów zna te drogi jak własną kieszeń więc w/g mnie bezsensem jest blokować ich przy wyprzedzaniu.
3. moim zdaniem nie wypada rządzić się i odwalać chamskie numery na nieswoim terenie, dodatkowo zwłaszcza od górali można wtedy dostać sztachetą po główie :-)
4. przepisy zabraniają zwiększania prędkości w momencie wyprzedzania jak i bezpośrednio po nim.
Dodam, ze po kilku zagrywkach takiego “Miszcza Kierownicy” w końcu brałem ostro takiego delikwenta na dohamowaniu bo brakowało mu już odwagi i umiejętności żeby dać czadu przed zakrętem i w zakręcie, dodam jeszcze, że jak wyprzedziłem takiego Miszcza to już nigdy więcej mnie nie zobaczył (nie miał szans mnie dogonić) bo raczej ostro (szybko na zakrętach a nie na prostych) śmigam sobie po tamtych terenach tak więc po co im to????? po jaką cholerę taki “Miszczu” napina się będąc na urlopie i jadąc obładowanym autem z całą rodziną robi coś takiego???? tłumaczę sobie to tym wspomnianym wcześniej, że pewnie mają nawyk walki z innymi autami i zamiast cieszyć się urlopem oni ciągle muszą pokazywać kto jest górą….
4
MIałem ostatnio przyjemność/pecha jeździć po Brukseli. To co się tam dzieje to totalne nie porozumienie. Panuje zasada prawej strony i to nie ważne czy jedziesz główną ulicą i masz wlot małej jednokierunki jeśli nie ma znaku o pierszeństwie a zazwyczaj nie ma musisz wpuścić nadjeżdżający samochód. Kierowcy i piesi nie stosują się do sygnalizacji świetnych (kto pierwszy ten lepszy) Ronada- jedno rondo działa na takiej samej zasadzie jak u nas, a 100 metrów dalej jest rondo gdzie to ten na rondzie musi ustąpić wjeżdżającym. Prędkość z jaką się poruszają samochody to 30 km/h, bo nigdy nie wiadomo kto wyskoczy z uliczki po prawej. Kierowcy nie potrafią jeździć. Odległości jakie zachowują przerażają (3-4 długości samochodu) i się ciągną jeden obok drugiego. NIe znają takiego stwierdzenia jak wyprzedzanie. Jeśli tylko jest droga, która ma jeden pas w każdym kierunku ciągną się za sobą pomimo, że można jechać szybciej. Parkowanie- Jesli chodzi o parkowanie to są to mistrzowie tej sztuki, większość parkingów to kopery i potrafią się wcisnąć w luke gdzie luzu maja 20 cm (po 10 na każdą strone) a nawet widziałem lepszych. To tyle. Jak wróciłem do kraju pomimo naszych strasznych dróg których nie ma w miastach jeździ się normalnie i dużo lepiej.
5
Damian_Lbn - tam jezdza bezpiecznie, tylko ty nie potrafisz tego zrozumiec. Jezdze czesto po Brukseli i nigdy nie spotkalo mnie nic niepokjacego na ulicach.
W Polsce jazda, to walka o zycie. A ze tam sie nie spiesza? Ile zyskujesz jadac jak szaleniec, wkur…innych swoim zachowaniem?
Blizej nam do Azjatow niz do Europy, w ktorej podobno jestesmy od zawsze.
6
Popieram Jogiego. Damian-Lbn najwidoczniej ma jeszcze siano w głowie i słomę w butach dlatego przeszkadza mu jazda spokojna. Może też być druga przyczyna jego stylu jazdy -malutki samochodzik z silniczkiem od kosiarki pod maską - ma kompleksy i musi każdego wyprzedzić - wiem coś na ten temat bo też miałem taki samochodzić i traktowałem go jak gokarta (głupota nieziemska). Ale odkąd zacząłem sobie kupować auta duże (mocne i szybkie) zacząłem jeździć jak tzw. dziadek. Nie dlatego, że palą dużo, czy coś tam… Po prostu polubiłem jazdę spokojną. Jak jadę nad morze i widzę jak “warszawiaki” poginają siódemką na hura i walczą z każdym jadącym samochodem to aż mi ich żal. Zawsze (i to dosłownie) dojeżdżają później od nas. Pędzi taki na prostej, denerwuje innych, a jak się kończy dobra droga i zaczynają kręte wązkie dróżki wpadają w panikę i tak się wloką, że aż ruch tamują. Ba… żeby chociaż się dowlekli do miejsca gdzie mieli dojechać, to jeszcze potrafi taki do rowu zjechać hahahaha! Mieszkam na Mazurach i tych warszwskich kozaków znam. Jak gdzieś jakiś wypadek to w 80% będzie krawaciaż, a w pozostałych przypadkach przedstawiciel handlowy (oni też są nieźli).
7
Ta zupelnie od czapy opinia o warszawskich kierowcach bierze sie stad ze wiele aut leasingowych ma warszawskie numery.Jest zupelnie odwrotnie,to prowincjonalni kierowcy sa zawalidroga jezdzaca nerwowo niepewnie i niebezpiecznie.To ze glupieja jezdzac po stolicy to jeszcze jestem w stanie zrozumiec ,choc czasem trudno o wyrozumialosc.Ale u siebie takze daja koncert absolutnego niedostosowania techniki jazdy do panujacych warunkow,a juz takie sensacyjne wydarzenia na drodze jak karetka na sygnale czy pijany rowerzysta jadacy zygzakiem powoduja ze robia sie zupelnie nieprzewidywalni.
8
Tia… Warszawiacy to samo zuo… Sęk w tym, że w tym mieście trzeba jeździć na granicy wymuszenia. W godzinach szczytu na arteriach przewala się po 10 000 samochodów przez skrzyżowanie i jak nie znajdziesz szczeliny do lewoskrętu to nie skręcisz w lewo na światłach ani na następnych. Jeżdżąc tak na co dzień zapomina się, że można jeździć inaczej. Kierowcy z innych miast narzekają na warszawiaków. Zgoda, w ich mniemaniu warszawiacy jeżdżą zbyt agresywnie. Ale warszawiacy robią to codziennie i generalnie nie widać aby miasto było usłane wrakami czy szkłem z rozbitych szyb. Dokładnie tak samo jest gdy nie warszawiak przyjeżdża do stolicy. Przywozi swoje przyzwyczajenia powiększone o obawy o to czy da radę w wielkim mieście. Zaczyna jechać niepewnie. I tak samo jak warszawiak poza domem on także wpływa na zmniejszone bezpieczeństwo. Przyzwyczajenia (drogowe) trudno zmienić - lepiej widząc kogoś nie stąd odpuścić, może nawet ustąpić pierwszeństwa mimo, że go nie ma. W imię dobrze pojętego interesu własnego.