Jak działa elektroniczna kontrola stabilności?
Na ESP składają się czujniki, hamulce, moduł kontrolowania silnika oraz mikrokomputer śledzący zachowanie pojazdu w odniesieniu do skrętu kierownicy. W momencie gdy czujniki wskażą, że samochód opuszcza zamierzony tor jazdy, system ESP przyhamowuje koła w taki sposób, aby wyprowadzić auto z poślizgu. Niekiedy system zmniejsza również obroty silnika. Badania dowodzą, że ESP jest w stanie obniżyć o 56% ryzyko śmiertelnych wypadków, w których bierze udział tylko jeden pojazd, a ryzyko dachowania o 80 procent.
Co zrobić aby zminimalizować ryzyko urazu w wyniku dachowania?
Zapinanie pasów bezpieczeństwa jest najlepszą metodą uniknięcia urazów i śmierci. Ponad 70 % osób ginących podczas dachowania nie ma zapiętych pasów bezpieczeństwa. Bez pasów, pasażerowie auta są często wyrzucani z pojazdu co w znacznym stopniu zwiększa ryzyko śmierci i urazów.
Gdy pasażerowie są przypięci pasami, głównym czynnikiem wpływającym na bezpieczeństwo jest struktura pojazdu oraz systemy utrzymujące kierowcę i części jego ciała wewnątrz pojazdu. Boczne kurtyny powietrzne zapobiegają wypadnięciu z samochodu oraz chronią górną część ciała przed kontaktem z podłożem. Dobre pasy bezpieczeństwa z napinaczami redukują luz, oraz chronią głowę przed uderzeniem w dach. Ponadto, dach i struktura pojazdu muszą być sztywne na tyle, aby zapobiec zgnieceniu i przebiciu przez elementy zewnętrzne.
Po co mi mocny dach? Mam przecież ESP.
Nawet jeśli w przyszłości wszystkie pojazdy będą wyposażone w ESP, wciąż będzie dochodziło do dachowań. ESP nie uchroni kierowcy przed uderzeniem przez inny pojazd, uszkodzeniem lub zużyciem opon, lub utratą przyczepności w bardzo złych warunkach atmosferycznych. Samochody wyposażone w ESP również muszą być opdowiednio sztywne, aby chronić podróżujące nimi osoby.
Czytaj dalej: 1 2 »»
17 komentarzy do “dachowanie faq”
Komentuj
Strona w trakcie reorganizacji. Komentowanie chwilowo zamknięte.



17
W sobotę 26.05.09 przeżyłam dachowanie wpadłam poślizg na szrucie jakim nasi drogowcy łatają dziury żeby było taniej z ciągło mnie na lewy pas żeby nie uderzyć w 4 samochody na parkingu odbiłam w prawo stanęłam na 2 kolach a ze było to opel agila (wysoki samochód) obróciło mnie raz o 180 stopni i wylądowałam w chaszczach nic sie nikomu nie stało ale uraz pozostaje, miałam tylko OC wiec żadnego odszkodowania nie ma. Powiem tylko że oznaczenia o śliskiej nawierzchni nie było alkomat 0,00 a policjant powiedział ze mam sie cieszyć że żyje. Fakt warto zapinać pasy bo nie zna się dnia ani godziny szkoda samochodu bo długo sie na niego zbierało ale cóż życie
16
W sobotę przeżyłam dachowanie wpadłam poślizg na szrucie jakim nasi drogowcy łatają dziury żeby było taniej z ciągło mnie na lewy pas żeby nie uderzyć w 4 samochody na parkingu odbiłam w prawo stanęłam na 2 kolach a ze było to opel agila (wysoki samochód) obróciło mnie raz o 180 stopni i wylądowałam w chaszczach nic sie nikomu nie stało ale uraz pozostaje, miałam tylko OC wiec żadnego odszkodowania nie ma. Powiem tylko że oznaczenia o śliskiej nawierzchni nie było alkomat 0,00 a policjant powiedział ze mam sie cieszyć że żyje. Fakt warto zapinać pasy bo nie zna się dnia ani godziny szkoda samochodu bo długo sie na niego zbierało ale cóż życie
15
dachowałem samochodem marki fiat seciento. wszyscy wiedza ze to jest mały samochód. jechałem z kolega samochodem i wyskoczył kot na drogę wiec jako młody kierowca zahamowałem. ułamek sekundy temu uświadomiłem sobie ze nie powinno się hamować podczas poślizgu. puściłem hamulec i zacząłem “kontrować” kierownica i udało się prawie ale i tak wpadliśmy w rów i przewróciliśmy się na dach. nie uderzyłem już z siła taka ogromna ponieważ wytrąciłem prędkość. obaj mieliśmy zapięte pasy i to nas uratowało. samochód miał naruszona stateczność i został skasowany. przestrzegam wszystkich aby nie przeceniali swoich umiejętności. nie każdy będzie miał tyle szczęścia co ja. nie zna nikt dnia i godziny…
14
Dachowałam dzisiaj przed godziną 8 rano. Jechałam do pracy, kilkanaście km od wylotówki ze Szczecina ktoś zajechał mi drogę. Nie jechałam szybko, ponieważ na drodze była szklanka, ale - nie oszukujmy się - nie jechałam też najwolniej. Aby uniknąć kolizji z tym kimś, który bez kierunkowskazu wjechał mi prosto pod maskę i bezpiecznie pojechał dalej, ja gwałtownie przyhamowałam - co było moim błędem. Próbowałam jeszcze wyprowadzić samochód tak, aby ,,zaparkować" na barierce, jednak przeliczyłam swoje umiejętności i już nie miałam żadnego wpływu na tor ruchu samochodu. Zrobiłam półtora obrotu, by zatrzymać się na dachu.
Jako że jestem osobą trzeźwo myślącą i nie ulegającą panice, pierwsze co zrobiłam, jeszcze nim dotarło do mnie co się stało, to wyjęłam kluczyki ze stacyjki. Następnie przez rozbite okno w drzwiach od strony pasażera, wyczołgałam się z samochodu. Chciałam odłączyć klemy od akumulatora, jednak nie byłam w stanie otworzyć maski. Wróciłam tylko do samochodu, żeby wyłączyć światła i …. znaleźć papierosy. Później rozpoczęłam poszukiwania swojego telefonu, który leżał 10 metrów od samochodu.
Chciałabym dodać, iż siła jaka działała w momencie dachowania sprawiła, że wyrwało mi siedzenie tylnej kanapy, naderwało jej oparcie, otworzyło klapę schowka i wyrwało radio wraz z kablami. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdybym dzisiejszego ranka wiozła ze sobą swoją prawie 17-miesięczną córeczkę. Samochód zmiażdżony był najbardziej dokładnie po tej stronie, po której zawsze montuję fotelik.
Panowie i Panie - samochód rzecz nabyta, szkoda jednak tych kilku tysięcy, ponieważ osoba, która wcześniej zajechała mi drogę, spokojnie pojechała dalej. Nie ma winnych, nie ma odszkodowania.
Mnie nie stało się NIC, nie mam żadnego draśnięcia, nawet siniaka. Rentgen i USG także nie wykazały żadnych zmian. Nie uległam panice i miałam zapięte pasy - sądzę, że m.in to uratowało mi zdrowie. Nie chcę gdybać, czy także życie, jednak mogę tutaj mówić o przeznaczeniu - odkąd zostałam kierowcą, gaśnicę i inne pierdoły woziłam na tylnej kanapie. Dziś przed wyjazdem jakoś tak odruchowo zgarnęłam wszystko i wrzuciłam do bagażnika. Zaś dwie noce temu śniło mi się, że ktoś wjechał i skasował mi cały tył auta….
Nie będę apelować o rozwagę, ponieważ takie apele nie trafiają do większości - mam jedynie taką małą prośbę: dla siebie samych sprzątajcie wnętrze samochodu, wszystkie ,,najpotrzebniejsze" rzeczy typu wzmacniacz czy gaśnica, schowajcie do bagażnika. Dla innych kierowców zaś możecie zrobić przysługę - nie zajeżdżajcie nikomu drogi, nie wbijajcie się w lukę, którą kierowca zostawia sobie, by zachować odpowiednią odległość od innego pojazdu. A przynajmniej nie róbcie tego w taką pogodę!!!
Pozdrawiam pana, tudzież panią, który/a dzisiaj zajechał/a mi drogę.
13
dachowanie to najbezpieczniejszy "dzwon".
Pracuję jako strażak i wielokrotnie usuwałem skutki wypadków drogowych - jeśłi pasy są odpowiednio zapięte - ryzuko poważnych urazów jest DUŻO mniejsze. Ale widziałem co potrafi zrobić w samochodzie niezamocowana gaśnica, apteczka, czy siedzący z tyłu pies (że nie wspomnę o ponad 100kg facecie).
Nie chce powtarzać powyższych wypowiedzi, ale wszyscy, którzy dachowali powinni dziękować, że nie było to gwałtowne oddanie energii (np. betonowemu filarowi mostu).
No i oczywiście konstrukcja samochodu - jak coś się raz powyginało, zostało nacignięte, to przy ponownym uderzeniu nie odbierze dużo energii.
życzę rozwagi i szczęścia
pozdrawiam
12
wbrew pozorom dachowanie jest jedną z najbezpieczniejszych form wypadku o ile mamy dobrze zapiete pasy (po zapieciu warto je naciągnac reka, zeby "zalapaly") i o ile po drodze nie trafimy na przeszkodę, nawet auto seryje, bez wspomnianej przez kogos wczeasniej klatki spkojnie wytrzyma dachowanie nawet z duzej predkosci….
11
wczoraj dachowałam.pasażer,którego wiozłam nie miał zapiętych pasów…
samochód przekoziołkował się 2-3 razy,nie pamiętam…siła była niesamowita.
to cud,że nam się nic nie stało,oprócz tego,że pasażer miał rozciętą głowę,pod okiem i rozbity nos…nigdy sobie nie wybaczę tego,co się stało…